Teksty bez polotu, z kiepską polszczyzną, okraszone zdjęciami autorskimi.

Zapraszam na nowy

Zapraszam na nowy adres bloga: sojka.ptica.rs

Преведи Przetłumacz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja i A.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja i A.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 sierpnia 2012

Dwie ręce

To już ponad rok jak ktoś przywłaszczył sobie mój rowerek. Ciekawe kto też teraz na nim jeździ, a może rozebrali go na części? W Nowym Sadzie jazda na rowerze staje się coraz bardziej popularna. Ja póki co wybieram wypożyczony rower miejski lub starą dobrą jazdę na ramie z A.


Ps: 5 września w Nowym Sadzie odbędzie się publiczna debata właśnie na temat, niemalże masowej, kradzieży rowerów. Mieszkańcy, policja, władze miasta itd. będą dyskutować co z tym fantem zrobić.

wtorek, 22 maja 2012

Gdzie: Kej skojevaca, Petrovaradin, Serbia
Wczoraj tak straszyło i straszyło, chmurzyło się i nic. Wieczorem siedziałam na balkonie, piłam herbatę, rozmawiałam z sąsiadem, owszem wiało ale to był bardzo ciepły wiatr. Mimo, iż wyginał drzewa we wszystkie strony. Na wszelki wypadek poprzesuwałam kwiatki, zabrałam obrus, a pranie wywiesiłam w domu. I stało się, za oknem mamy ulewę, sceny jak z pory monsunowej w Indiach* (nie, nie byłam, ale po zdjęciach i opisach, mniemam...).  

Dlatego też wracam do słonecznego dnia. Dwa zdjęcia ze spaceru. Wysokie nadbrzeże po petrowaradinskiej stronie Dunaju, nie od dziś jest miejscem "przeznaczonym" do wypisywania haseł światopoglądowych lub miłosnych :) Co tam napiszesz... siłą rzeczy cały Nowy Sad przeczyta!

My się wpasowaliśmy w literkę Љ
*Ostatnio zamarzył się nam Nepal, Indie, Bangladesz i Bhutan... Może kiedyś?

Update 16:20: I po deszczu, ponad 20 stopni, ciepło - prawdziwa tropikalna pogoda ;)

sobota, 17 marca 2012

My i aparaty

W ciągu kilku lat przewinęło się przez nasze ręce pełno aparatów lub urządzeń z funkcją aparatu...

-Fujifilm s9600 (tym aparatem robiliśmy zdjęcia w Jagošticy)
foto by foto.sneg.rs

-Potem nastały czasy telefonu Sony ericsson k770i (wiele wyjazdów oraz pobyt A. w wojsku)
Okolica wsi Zukve, Centralna Serbia - foto by ja
W drodze na szczyt Maglić (BiH), Czarnogóra - foto by foto.sneg.rs

-w 2009 na krótko powrócił zapomniany analogowy RevueFlex

-rok 2010 należał do Sony α w różnych kombinacjach z obiektywami minolta, sony, sigma...
Twierdza Petrovaradin, Novi Sad, Północna Serbia - foto by ja
Droga do wsi Zukve, Centralna Serbia - foto by ja

-2011 to rok wielkiego powrotu aparatów analogowych, pojawiały się i znikały by ostatecznie został jeden aparat A. Yashica Electro 35

-oraz cyfrówka Canon G11. Ten aparat zagościł u nas na stałe ze względu na to, że małe to, sprawne i idealne do robienie makro zdjęć moim rękodziełom...

Dom we wsi Zukve, Centralna Serbia - foto by ja

Ponieważ A. przekształcił naszą spiżarnię i łazienkę w laboratorium chemiczne i wywołuje czarno białe filmy, pojawiły się w naszym domu aparaty Diana, Zenit, Smena oraz Любитель. A. nakupował po bazarkach, i od swoich tajnych dostawców duuużo wszelkiej maści filmów, pakujemy czarno-białe filmy 120 szerokiego formatu lub starrrrre kolorowe 35 i pstrykamy. Niedługo efekty gdyż zakupiliśmy i foto skaner...

aktualna kolekcja ;)


środa, 7 marca 2012

24 godzinny wypad / napad

W zeszły czwartek nie udało mi się zdobyć biletów na film Elles (Sponsoring) wyświetlany w  Centrum Kultury NS. Również w zeszły czwartek po przedwiosennych porządkach okazało się, że nie mamy ani słoiczka ajvaru i ogórków konserwowych, a za to mamy ok 50 pustych słoików i 15 pustych opakowań po jajkach... 
Tak przyszedł czas na nalot na dom rodziców A. 
Gdy nasz kolega M. wypalał ostatniego papierosa my w ciągu 30 minut byliśmy gotowi do drogi. Wsiadamy do samochodu a tu  klops, siadł nam akumulator... no więc trzeba popchnąć a potem modlić się, że dojedziemy do stacji benzynowej... tak bak był pusty. Jak widać bardzo rzadko jeździmy samochodem, Nowy Sad naprawdę nie jest dużym miastem :)
Wieczorną porą wraz z radiem 202 ruszyliśmy na nasz blitzkrieg

may the force be with you

Wieczorne pogawędki z mamą A. nocne oglądanie Forresta Gumpa (tak, A. nigdy nie widział tego filmu!). Następnego dnia szybki nalot na policje (papierkowe sprawy), spacer z psem, szlifowanie połamanych filiżanek na wielkim kole (to do biżuterii), obiadek rodzinny, o ślubach i dzieciach rozmowy (taaaak...) i w związku z tym szybki taktyczny odwrót, pakowanie i fruu do Nowego Sadu. 
Dokładnie 24 h. 
Home sweet home :)

PS: zaopatrzenie: 4 główki kiszonej kapusty, worek ziemniaków, worek mąki, worek czerwonej cebuli, 3 kg białego sera, 30 jaj, ok. 40 słoików z ogórkami, buraczkami, ajwarem, keczupem, kompotami... kilka butelek soku pomidorowego, kajmak, słonina...
 
 

środa, 7 września 2011

Podziemne korytarze

Jest to pierwszy post o twierdzy, ale zapewniam że nieostatni...

Twierdza Petrovaradinska jest jednym z elementów związanych z Nowym Sadem, który tak naprawdę mało kto zna. Gdy piszę o twierdzy nie mam na myśli turystycznych atrakcji okolicy tarasu widokowego, zegara, hotelu, kilku restauracji, miejskiego muzeum. Mam na myśli dalsze zakątki twierdzy, do których przeciętny turysta już nie dociera ( i nie, nie myślę tu o zakątku Akademia Sztuki ). Niektórzy wiedzą jeszcze o klubie jeździeckim i dotrą do stajni pogłaskać konie, a i to nieliczni. Niektórzy byli w raz działających a raz nie klubach w twierdzy jak Bastion czy też w planetarium. 

Na mapie oznaczyłam: okolicę hotelu, Akademię sztuki i klub jeździecki.
Jeszcze mniej ludzi wie o ogrodzie tajemniczego pana B., który na twierdzy uprawia pomidory i kapustę, a do niedawna i środki odurzające. A już na pewno mało kto z turystów zwiedzał podziemne korytarze twierdzy, i nie... i tym razem nie mam namyśli tej małej trasy (ok. 1 km) pod zegarem z przewodnikiem i zamontowanym oświetleniem.
Mam na myśli korytarze budowane przez 88 lat w XVII i XVIII wieku, mam na myśli ok. 20 kilometrów korytarzy na czterech poziomach. Trzeci poziom ok 30 metrów pod ziemią. niemalże stała temperatura 16 - 17 stopni. Byliście? Jeśli nie - żałujcie, jeśli tak - gratuluję :)

Penetrowanie podziemnych tuneli nie jest dla każdego, brak światła dziennego, sygnału telefonu komórkowego, wszelkich dźwięków świata zewnętrznego. Wejść do samych tuneli jest kilka - kilkanaście, łatwo dostępnych dla każdego. Jednak nie jest wyczynem wejść do podziemi, sztuką jest je przejść i bezpiecznie wyjść z innej strony. Bez osoby znającej podziemia i system skrzyżowań Y i T mało kto decyduje się na oddalenie się od źródła światła na poziomie pierwszym. Ci co zostają przy wejściu najczęściej są autorami "wspaniałych" graffiti na ścianach i właścicielami plastikowych butelek po piwie. My ruszamy dalej by poczuć ciąg świeżego i chłodnego powietrza...

Jak każda twierdza i ta na Petrovaradinie owiana jest tajemnicą i legendami... tajemnica maltańskiego krzyża, który widnieje na jednej ze ścian, niewyjaśnione historie o dodawaniu kurzych jaj do tynku przy budowie twierdzy i chyba najbardziej znana historia o tunelu pod Dunajem...

Pragnę zaznaczyć, iż nie jestem specjalistą w spawach twierdzy, ale mam to szczęście znać osoby, z którymi nie boję się zejść do podziemi i spędzić tam kilka godzin "błąkając się" po mrocznych korytarzach, napotykając to nietoperza, to niespodziewaną wodę na drodze, odkrywając nowe miejsca. Jest kilka osób, które poprowadzą alternatywną trasą żądnych przygód turystów... Nie ręczę jednak za pana z brodą, który to potrafił w przeszłości rzeczonych turystów... zostawić samych w podziemiach lub znienacka rzucić gumowego węża na delikwentów... no cóż jaki charakter, takie poczucie humoru.

Poniżej zamieszczam zdjęcia dzięki uprzejmości T., który to zabierając swój sprzęt foto wraz z dodatkową lampę błyskową, udokumentował jedną z naszych wypraw.

 Jeszcze możemy stać wyprostowani, ale to tylko na poziomie pierwszym, a i to nie zawsze.

 Woda i tajemnicza tratwa z beczki na poziomie drugim

 Tak wygląda poziom trzeci przy świetle latarki...

  A tak w błysku fleszy :)

UWAGA :) powyższy tekst w żadnym wypadku nie zachęca do eksplorowania podziemnych tuneli twierdzy na własną rękę. Zachęcam jednak do dokładniejszego zwiedzania jednej z największych atrakcji Nowego Sadu, również nadziemnej części.

środa, 17 sierpnia 2011

Śliwobranie

Zeszły tydzień od A do Z spędziłam poza NS. W sobotę wybraliśmy się do Belgradu na kiermasz rękodzieła Harmony, gdzie wystawiałam moje filce. Spotkaliśmy się z N. i G. i zanocowaliśmy u T. na Zemunie. W niedzielę po gorącym Belgradzie postanowiliśmy trochę ochłonąć od szalonych  miejskich ulic i pojechaliśmy ok. 20 km za miasto na wzgórze Avala. Tam wjechaliśmy na wieżę telewizyjną, podziwialiśmy widoki, luzowaliśmy się przy słoweńskim piwie o smaku grejpfruta.

Do rzeczy śliwobranie. Od poniedziałku byliśmy już w sadzie we wsi Zukve.
Było nas pięcioro na dwa sady. Śliwek w bród. Drzewka były bardziej niebieskie niż zielone. Cel: zebrać 100 skrzynek na dzień, ok. 20 skrzynek każdy. Jedna skrzynka 15 kg.
Dzień pierwszy i drugi, było nieźle, słonko świeci, zbieramy śliwki, na obiad gulasz myśliwski z kociołka - wakacje.
No i wakacje skończyły się dnia trzeciego, upał niemiłosierny już od 8 rano. Ramiona i nogi spalone słońcem - boli, mięśnie niewyrobione - boli, ilość skrzynek do zebrania - boli.
Dzień czwarty, piąty i szósty... wstajemy coraz wcześniej, by uciec przed słońcem, wieczorami M. martwi się czy nam śliwki przyjmą w skupie, a jak przyjmą to czy zapłacą, a jak zapłacą to czy wydadzą puste skrzynki. To ważne bo śliwki z każdym słonecznym dniem są coraz bardziej dojrzałe, miękkie, same spadają z drzew - wyścig z czasem, stres śliwkowy.

Dnia szóstego cała akcja zakończona. Ani jednej śliwki na drzewie. Każdy zebrał ok. 100 skrzynek, ok. 1500 kg śliwek, na które nie możemy już patrzeć. Siniaki, zdarta skóra, oparzenia słoneczne, połamane paznokcie... poświęcenie dla sprawy.

My naszą misję zakończyliśmy. Satysfakcja gwarantowana. Domowy budżet załatany.

A za dni 20... pieczemy rakiję, naszą firmową :) 

PS:  Nasz przesympatyczny pies Tobi w tak zwanym międzyczasie dał się ponieść swej myśliwskiej naturze  i przyniósł nam w zębach kurę od sąsiada. Pies ukarany, kura na drugim świecie. Zdjęcia nie ma gdyż to nie na każde nerwy.




środa, 3 sierpnia 2011

Koszyk

Kilka dni temu pojawił się w naszym domu koszyk. Koszyk wiklinowy. Nie pojawił się sam od tak, a przyniósł go A. prosto ze swojego ulubionego bazarku, z Najlonu (o tym ciekawym miejscu na mapie Nowego Sadu innym razem).
Od razu wyobraziłam sobie siebie jak to idę po warzywka z tym koszykiem, jak go montuję na mój rower (którego aktualnie nie posiadam - ukradł się w czerwcu) i pakuję do niego korale z filcu przed wyjściem na kiermasz.
A. wymyślił piknik. Piknik rocznicowy. Ponieważ pogoda od rana była kapryśna zrezygnowaliśmy z pikniku na dzikiej plaży i wybraliśmy się na Petrovaradin na twierdzę. Zapakowaliśmy moje eksperymentalne rogaliki z dżemem z dzikiej róży made by mama A., butelkę wina z Vršca, dwie puszki schweppesa, czekoladę YoYo by Bambi, kocyk dwa kieliszki i dwa aparaty: cyfrówka i analog.
Słoneczne popołudnie przy lampce białego wina, miłe rozmowy, krótka drzemka, bieg przez deszcz - tak symbolicznie świętowaliśmy naszą IV rocznicę.


foto byfoto.sneg.rs

wtorek, 2 sierpnia 2011

A było to tak

Lipiec 2007 roku miesiącem zmian, pojednań, niepodległości, planowania...
Na początek w sierpniu jadę do Serbii i okolic. Sama.
Plan jest, samolotem do Dubrownika, podróż po czarnogórskim wybrzeżu, pociąg z Baru do Bijelog Polja, po drodze monastyr Ostrog, Sarajewo, Serbia...
W tak zwanym międzyczasie pojawia się M. i O., które też planują wypad na południe. Jedziemy razem. Po drodze w planie zagubi się O. i zostajemy same. Pod koniec lipca mam nowy plan, podróż tylko po Serbii, moje "kółeczko": Novi Sad, Beograd, Valjevo, Čačak, Guča, Niš, Smederevo, Golubac, Požarevac, Beograd, Novi Sad. Kilka dni przed wyjazdem M. poznaje w internecie Serba, co to zbiera etno muzykę z państw słowiańskich, poszukuje i polskiej. M. informuje owego, że z koleżanką przyjeżdża do Nowego Sadu.

Serb, nazywa się A. i dwa dni przed naszym przyjazdem pisze do mnie tak:  
[2007-07-30 18:28:24]
-твоја другарица М. ми је послала адресу и каже ми да је рођендан твојој мајци, тако да те нећу задржавати
-ne ma problema ali ja ne mogu rozgovarati sa tobom. Ali vidimo se u Novom Sadu, da? 
-тако је :)
-dobro*

na tym nasza rozmowa się zakończyła, ale tak też wszystko się zaczęło...

spotkaliśmy się 2 sierpnia 2007 o 5:25 rano w Nowym Sadzie... i tak już zostało.
Ania od 3 lat mieszka w Nowym Sadzie... z A.


*-Twoja koleżanka M. dała mi twój adres i powiedziała, że dziś są urodziny twojej mamy, tak więc nie będę cię zatrzymywał.
-nie ma problemu ale nie mogę z tobą rozmawiać. Ale do zobaczenia w Nowym Sadzie, tak?
-tak jest :)
-dobrze

Powiazane teksty... Plugin for WordPress, Blogger...