Siedzę na balkonie. Słyszę cerkiewne dzwony. Jest sobota. Jest cicho, jak na naszą ulicę ogłoszoną już kilka razy jedną z dwóch najgłośniejszych w mieście. Nie licząc kilku orszaków weselnych, z trąbiącymi kierowcami. Wspominam wczorajszą rowerową przejażdżkę w ramach masy krytycznej.
![]() |
| Z powodu ciągłego braku własnego roweru wypożyczyłam miejski. Nie powiem by były one w dobrym stanie, ale jak się nie ma co się lubi... Za 3 godziny jazdy zapłaciłam szalone 2,20 zł. |
Pierwszy raz wybrałam się na taka imprezę. Jakoś się nie złożyło i nigdy nie byłam na masie w Warszawie. Jak się okazało ta warszawska ma dość długą tradycję, odbywa się już od 1998 roku. Nowosadzka odbyła się dopiero po raz piąty. Ta nowa świecka tradycja została zapoczątkowana w kwietniu tego roku. I jak na razie trzyma się dzielnie. W Belgradzie w sierpniu odbyła się już siedemnasta masa.
Pozytywne strony takiej rowerowej defilady to afirmacja i promocja poruszania się po mieście rowerem. Przypomnienie kierowcom, że rowerzyści są uczestnikami ruchu drogowego. Rozczarowałam mnie jedynie krótka trasa - 9 km i to, że praktycznie nie przejechaliśmy przez główne ulice miasta. Uczestników jak podają organizatorzy było ok. 406. Co jak na Nowy Sad jest chyba niezłym osiągnięciem.
Godzinę przed Masą w Parku Limańskim (Лимански парк, czyt. limanski park) z pomocą chłopaków z Culture Exchange Bike Kitchen* można było poprawić rower, załatać dętkę itp. Ruszyliśmy o 17:30. Na końcu trasy wszyscy zebrali się na boisku i już tradycyjnie pozowali do wspólnego zdjęcia z podniesionymi do góry rowerami. Z innych atrakcji można było zagrać w polo na rowerze - bike polo, to też sprawka ekipy Bike Kitchen.
Masa odbywa się w każdy ostatni piątek miesiąca. Polecam :)
![]() |
| Dowód, że byłam :) |
* Co to, kto to i co robią w już niebawem w innym poście.













