Teksty bez polotu, z kiepską polszczyzną, okraszone zdjęciami autorskimi.

Zapraszam na nowy

Zapraszam na nowy adres bloga: sojka.ptica.rs

Преведи Przetłumacz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 kwietnia 2012

Co ja robię tu

Gdzie: 206, Serbia
Jeśli ktoś się kiedyś zastanawiał co ja w tej Serbii robię to ja odpowiem: owce pasam, owce :)








Trawa wysoka, a slawa już niebawem. Naturalne kosiarki idą w ruch!













środa, 17 sierpnia 2011

Śliwobranie

Zeszły tydzień od A do Z spędziłam poza NS. W sobotę wybraliśmy się do Belgradu na kiermasz rękodzieła Harmony, gdzie wystawiałam moje filce. Spotkaliśmy się z N. i G. i zanocowaliśmy u T. na Zemunie. W niedzielę po gorącym Belgradzie postanowiliśmy trochę ochłonąć od szalonych  miejskich ulic i pojechaliśmy ok. 20 km za miasto na wzgórze Avala. Tam wjechaliśmy na wieżę telewizyjną, podziwialiśmy widoki, luzowaliśmy się przy słoweńskim piwie o smaku grejpfruta.

Do rzeczy śliwobranie. Od poniedziałku byliśmy już w sadzie we wsi Zukve.
Było nas pięcioro na dwa sady. Śliwek w bród. Drzewka były bardziej niebieskie niż zielone. Cel: zebrać 100 skrzynek na dzień, ok. 20 skrzynek każdy. Jedna skrzynka 15 kg.
Dzień pierwszy i drugi, było nieźle, słonko świeci, zbieramy śliwki, na obiad gulasz myśliwski z kociołka - wakacje.
No i wakacje skończyły się dnia trzeciego, upał niemiłosierny już od 8 rano. Ramiona i nogi spalone słońcem - boli, mięśnie niewyrobione - boli, ilość skrzynek do zebrania - boli.
Dzień czwarty, piąty i szósty... wstajemy coraz wcześniej, by uciec przed słońcem, wieczorami M. martwi się czy nam śliwki przyjmą w skupie, a jak przyjmą to czy zapłacą, a jak zapłacą to czy wydadzą puste skrzynki. To ważne bo śliwki z każdym słonecznym dniem są coraz bardziej dojrzałe, miękkie, same spadają z drzew - wyścig z czasem, stres śliwkowy.

Dnia szóstego cała akcja zakończona. Ani jednej śliwki na drzewie. Każdy zebrał ok. 100 skrzynek, ok. 1500 kg śliwek, na które nie możemy już patrzeć. Siniaki, zdarta skóra, oparzenia słoneczne, połamane paznokcie... poświęcenie dla sprawy.

My naszą misję zakończyliśmy. Satysfakcja gwarantowana. Domowy budżet załatany.

A za dni 20... pieczemy rakiję, naszą firmową :) 

PS:  Nasz przesympatyczny pies Tobi w tak zwanym międzyczasie dał się ponieść swej myśliwskiej naturze  i przyniósł nam w zębach kurę od sąsiada. Pies ukarany, kura na drugim świecie. Zdjęcia nie ma gdyż to nie na każde nerwy.




Powiazane teksty... Plugin for WordPress, Blogger...